Wierzący praktykujący? Nie, dziękuję

Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. 

Tak dumnie głosi artykuł 53. Konstytucji RP. Dzięki tym słowom możemy swobodnie i bez przeszkód rozwijać swoje poglądy religijne. Ba! Moc tych paragrafów uprawnia nas również do swobodnego głoszenia przykazań wiary oraz kierowania się nimi zarówno w życiu prywatnym, jak i w sferze publicznej, z czym w zasadzie nie powinno być problemu, gdy większość Polaków deklaruje czynną wiarę, dumnie mieniąc się katolikami. Pełna zgoda i zrozumienie…
Teorii byłoby na tyle.

Polska nie jest państwem wyznaniowym. Nie jest także państwem totalitarnym, w którym pozbawiona jakichkolwiek granic i zahamowań indoktrynacja wkracza z buciorami w życie obywateli, nakazując im wierzyć, a przynajmniej głosić, takie czy inne wyznanie. W dzisiejszej rzeczywistości narzędzie to ma do odegrania inną funkcję, ale nie o tym mowa.
Wydaje się, że jedyny stosunek, na jaki można wskazać w relacjach Państwo – Kościół, to zapewnienie przez to pierwsze odpowiednich warunków swoich obywatelom do swobodnego wyznawania wiary oraz postępowania zgodnie ze swoim sumieniem. Bez jakichkolwiek nacisków, dyskryminacji, upokorzeń z tej racji. Oficjalnie. Tak nakazuje Konstytucja. Przyglądając się praktyce nasuwa się jednak niemal automatycznie refleksja – czy umieszczenie takiego artykułu w ustawie zasadniczej było spowodowane utopijną wizją rzeczywistości? Bezkrytyczną wiarą? Nadzieją?  A może chodziło o wywołanie efektu psychologicznego – jakoby zapisanie czegoś w konstytucji miało skłonić obywateli do pożądanych zachowań? Jeśli tak, to niestety, nie wyszło. Przykro, drodzy ustawodawcy, najwyraźniej minęliście się z rzeczywistością.

Praktyka coraz wyraźniej pokazuje, że artykuł zapewniający wolność wyznania jest dziś w zasadzie piękną zbitką słów, ubogacającą konstytucję. I w zasadzie tyle. Bo sytuacja, w której zabrania się noszenia „biżuterii” w kancelarii osoby pełniącej najważniejszą funkcję w państwie, zdejmowanie krzyży z placówek oświatowych i instytucji, wszechobecna nagonka na Kościół – bynajmniej zdają się nieco odbiegać od owych gwarancji. A rozpaczliwe próby usunięcia ze szkół lekcji religii? Aż tak rażąco godzi to w uczucia religijne mniejszości? Ach no tak, zapomniałabym – przecież jest kryzys! Cięcia, redukcje, oszczędności. Koszty związane z finansowaniem katechez z pewnością znacznie zasilą budżet państwa, pozwolą mu przełamać impas i podźwignąć w końcu z dołka ciemności i zacofania światopoglądowego. Z czegoś przecież trzeba opłacać lekcje wychowania seksualnego. Dzieci muszą być świadome! Perswazyjna argumentacja zalet in – vitro i bezdyskusyjna konieczność zapewnienia mu miejsca w polskiej rzeczywistości, przedstawiona przez prezydenta przedszkolakom, jest najdoskonalszym przykładem troski głowy państwa o najmłodszych obywateli. Trzeba przecież dbać o przyszły elektorat. Najwygodniejszy. Dzieci przynajmniej nie przerwą tej próby mądrych dywagacji.

Przeważająca większość polityków deklaruje wiarę katolicką. Stąd oczywiście prorodzinna polityka rządu, która za cel obiera sobie ochronę życia ludzkiego. Cóż za patos! Żeby jednak nie było zbyt standardowo, jak to z oklepanymi tematami bywa, do realizacji tej sztandarowej niemal tezy nasza „elita” obrała niestandardowe metody. W ich to ramach na przykład przeprowadza się zmasowioną nagonkę na lekarza, który nie chce zabić nienarodzonego dziecka. To nic, że nie chciał on mieć udziału w zamordowaniu niewinnej, bezbronnej istoty i próbował przekonać do tego jej rodziców. To nic, że postępował zgodnie z klauzulą sumienia i wiarą, która nakazywała mu bronić podstawową wartość, jaką jest życie. To nic, że większość społeczeństwa polskiego deklaruje wiarę katolicką, wyraźnie zakazującą stosowania takich praktyk. Odważył się kierować przykazaniem religijnym, więc dostał za swoje. A że w międzyczasie trzeba było zatrzeć jakoś aferę taśmową – sytuacja idealna!

Pod jeden dywan zamieciono wszystkie brudy. I jest pięknie. Problem tylko z tym, że bez końca tego czynić się nie da. Z czasem i dywan przesiąknie brudem, a wtedy już nie sposób nic ukryć. Ale spokojnie, drodzy rządzący, niczym się nie przejmujcie. Wasza wiara nakazuje miłosierdzie, ludzie wam wszystko przebaczą. W końcu taki mają z was przykład – wyrozumiałości, empatii, szacunku do innych. Życie toczy się dalej. Nie ma co zawracać sobie głowy jakimiś skargami, rozpaczliwymi krzykami, wołaniem o pomoc. W końcu każdy musi dźwigać swój krzyż, prawda? Wy róbcie swoje, a w Wielkanoc udajcie się ze święconką do kościoła, weźcie udział w ważnych, nagłośnionych uroczystościach religijnych – najlepiej z udziałem wielu dziennikarzy, coby mogli pokazać niegodnym grzesznikom świadectwo waszej wiary, w sondażach deklarujcie pełną wierność katolickim korzeniom, stanowiącym tak ważny przecież fundament polskości. Tak, żeby następnym razem Polska zajęła pierwsze miejsce w europejskich rankingach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>