Archiwa tagu: Polska

Powstanie listopadowe

Poziom debaty publicznej

Język mówiony, język pisany. Poziom, rynsztok, wstyd, duma. Język jakim się posługujemy mówi wiele o nas. Jako dumni Polacy musimy trzymać pewien poziom wypowiedzi, by traktowali nas poważnie.

Ludzie, którzy posługują się językiem opartym na obrażaniu, nienawiści i błędach gramatycznych – delikatnie mówiąc – nie powinni zajmować miejsca w życiu publicznym. Ale w internecie wszystko wszystkim wolno, więc antysystem jest ośmieszany w sposób ciągły i bezmyślny.

Sprzeciwiam się wulgarności w życiu publicznym i retoryce pana Stonogi. Chce dobrze, ale poziom jego wypowiedzi jest żenujący i ośmiesza tylko polski antysystem. Próbowałem to wytłumaczyć w komentarzach do tego postu.

Niestety, poziom zwolenników takiej retoryki nie pozwolił na konstruktywną rozmowę. Administrator profilu pana Stonogi usunął mój wpis. Ale wybrałem najciekawsze komentarze! Jeżeli moi czytelnicy podzielają taki poziom, to podziękuję za ich lajki

poziom

Mam jednak nadzieje, że jesteście mądrzejsi i z systemem walczycie pięknym słowem i sensownymi, inteligentnymi argumentami – nie czymś takim.

orzel_c

Nie dam więcej opluwać Polaków! Obudź się Polsko

Koleżanki i Koledzy, czołem wielkiej Polsce! Świat jest piękny, ale pełen ludzi nienawistnych. Ludzi, którzy nie rozumieją pojęcia wiara, Ojczyzna, patriotyzm i szacunek do wspaniałej historii. Ci ludzie toczą pianę że jesteśmy solidarni, że pomagamy sobie pod znakiem Krzyża i że jesteśmy wierni przykazaniu miłości.

Nikt nie nawołuje do nienawiści wobec drugiego człowieka. Nierówności społeczne będą zawsze i nie zbawimy całego świata od cierpienia. Nawet Ojcu Pio się nie udało wziąć na swoje barki całego cierpienia świata.

Koleżanki i Koledzy!

Jako patriocie trudno mi pogodzić się z myślą, jak moja siostra Polaków nienawidzi, a Polski najbardziej. Przeszła wiele i wywarło to olbrzymi wpływ na jej psychikę. Moja siostra wyrzekła się Polski i rodaków już dawno. Żyje na emigracji, a oprócz kotków i myszek utrzymuje osobę niepracującą z Indii, która doi z niej ile tylko może. Będąc dwa miesiące w Anglii, byłem tego świadkiem.

Moja siostra jest przykładem osoby anty polskiej, mającej nas, ideowych spadkobierców elity przedwojennej Warszawy za nazistów, hitlerowców – a jeśli dorzucimy do tego naszą wiarę – średniowiecznych katoli. Ola reprezentuję całą rzeszę – że tak niefortunnie to ujmę – ludzi, którzy na nasz kraj plują.

Modne jest odrzucanie naszego kraju i wiary błotem. Modne jest wysuwanie do naszego kraju roszczeń i opluwanie nas. Pora powiedzieć dość. Ja mówię dość traktowaniu Polaka jak gówno, a Polski jak ściek!

Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami i mamy do tego prawo. Bo nie po to oddawaliśmy za Polskę życie. Nie po to uświadamiamy, działamy u podstaw. Nie dajmy się opluwać i obrażać tylko za to, że jesteśmy Polakami. Jesteśmy narodem WIELKIM i zasługujemy na WIELKĄ POLSKĘ.

Oni się nas boją. Boją się masy młodych ludzi. Ludzi, którzy z Chrystusem idą ramię w ramię. Którzy korzystają z internetu, znają języki i są wykształceni. Oni mają milicję, oni mają władzę, ale my mamy Boga i ludzi. STOP żydowskim roszczeniom. STOP imigrantom. Patrioci za granicą? Tu jest wasz dom :)

Nie zgadzam się by ktokolwiek Polskę obrażał. Nikt nie ma do tego prawa. Dopóki mam siłę, będę walczył o dobre imię Polski. Jesteśmy synami bohaterów. My jesteśmy bohaterami.

Przysięgam ziemi polskiej i narodowi polskiemu, że do ostatniej kropli krwi, do ostatniego tchu nienawidzieć będę wroga – który zniszczył Polskę, do ostatniej kropli krwi, do ostatniego tchu walczyć będę o wyzwolenie Ojczyzny, abym mógł żyć i umierać jako prawy i uczciwy żołnierz Polski.

Tak mi dopomóż Bóg.

Śmierć-wrogom (5)

2000 polubień. Dziękujemy!

Koledzy czytelnicy!

Dziś otrzymaliśmy dwu tysięcznego ‚lajka’ na naszym facebookowym profilu. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że w tak krótkim czasie uda nam się dotrzeć do tak dużej liczby odbiorów. Dziękujemy!

Pierwszy post na blogu pojawił się 22 listopada 2014 roku. Działalność facebookową rozpoczęliśmy 5 grudnia. Zanim blog przybrał formę narodowych felietonów i komentarzy do otaczających wydarzeń, miał kilka koncepcji. Ze względu na ograniczone zasoby ludzkie zrezygnowaliśmy z działu kartka z kalendarza.

Zmieniła się też szata graficzna. Początkowo blog przybrał wygląd papierowej gazety, uznaliśmy jednak, że nie mamy aż tylu kategorii postów, by w pełni wpisać się w ten szablon. Dzisiaj blog ma cztery działy – felieton, piszemy o Polsce i piszemy o świecie, oraz Ewangelia na co dzień.

Oprócz szaty graficznej zmieniło się także podejście do spraw codziennych. Orzeł w Koronie nie popierał i nigdy nie będzie popierał szkalowania opinii poglądom narodowym. Partia Ruch Narodowy, która skupiła się na zdobywaniu mandatów, a nie poparcia dla idei nacjonalizmu polskiego, najwyraźniej zapomniała co mówi na spotkaniach organizacyjnych – „to dzieło na lata. Powoli osiągniemy swój cel”.

Stanowczo potępiamy i odcinamy się od współpracy ze środowiskiem Janusza Korwin – Mikkego, Pawła Kukiza, Zbigniewa Stonogi, Jarosława Kaczyńskiego i Jacka Wilka. Niosąc na sztandarach falangę, zdajemy sobie sprawę z bycia spadkobiercami elity narodu polskiego – ludzi ideowych, którzy dla rodaków żyją.

Rok za rokiem, blog Orzeł w Koronie będzie propagował akcje środowisk narodowych z wyłączeniem tych, które zajmują się politykowaniem. Będziemy pomagać, uświadamiać i uczyć społeczeństwo. Pokazywać, że życie publiczne dotyczy każdego z nas. Że warto żyć dla narodu. Do polityki wejdziemy, jeśli poprosi nas społeczeństwo. Nic na siłę. Działajmy tak, jak głoszą nasze deklaracje ideowe. Dla ludzi.

Słowem zakończenia, dziękuję kol. Natalii za kobiecą rękę w prowadzeniu strony :)  Takich pań nam trzeba!

Dziękujemy.

Autorzy bloga Orzeł w Koronie

bierzemysprawywswojerce

Na rozstaju dróg

Niejako parę miesięcy temu stanąłem na rozstaju dróg. Młodzież Wszechpolska, która oficjalnie pełni rolę młodzieżówki partii Ruch Narodowy nie pokrywa się z moim poglądem na świat. Podobnie z samą partią.

Powodem była kampania Mariana Kowalskiego i brak zaangażowania na stopniu centralnym. Wojewódzkie oddziały i miejskie koła MW robiły co mogły, by Marian Kowalski podróżował tak, jak na kandydata na prezydenta przystało.

Szkoda że parcie na stołki i zamknięcie się całkowite na krytyczne spojrzenia skreślił to ugrupowanie jako nadzieję na przebudowę Polski i zmianę systemu. Powstanie upadło. I sami to będą zauważać jak poznają ‚jedynki’, ‚dwójki’ i ‚trójki’ Kukiza.

Ze środowiska narodowego rezygnować nie zamierzam. Zawsze sprzeciwiałem się kolaboracji z wątpliwymi środowiskami takimi jak partie Janusza Korwin – Mikkego czy kaprysy Pawła Kukiza. Zawsze pisałem, by skupić się na swoim statucie i pracy u podstaw, nie na szukaniu okazji żeby jak najszybciej wskoczyć na stołek pod przykrywką jak najszybszych zmian.

Obóz Narodowo – Radykalny, który prowadził konsekwentną i merytoryczną krytykę RN, kieruje się znacznie mi bliższymi wyznacznikami. Przede wszystkim – w granicach rozsądku oczywiście – każdy może swoje zdanie mieć i je mówić – jak z moich obserwacji wynika. Nie widziałem też by odtrącał krytykę. Ale.

Niezależnie w jakiej organizacji będę ideały narodowe zgłębiał i rozwijał te już poznane, cieszę się, że środowisk tych jest wiele, a co najważniejsze – daleko im do ulegnięcia pokusie mandatu poselskiego. Mówię o nowoczesnym patriotyzmie i życiu i śmierci dla narodu w kontekście narodowego dobra, jakim jest Polska. Polska, nie ‚ten kraj’.

RN

Refleksje po upadku powstania

Tytuł oczywiście jest nawiązaniem do obecnej sytuacji. Marian Kowalski ogłosił że nie będzie startował z bandą Kukiza, który zebrał wszystkich ‚niepokornych’, ale wobec swoich przełożonych w innych ugrupowaniach, nie wobec systemu. Pamiętacie może jak pisałem TUTAJ by bez pośpiechu iść do celu i co może przynieść szukanie koalicji na siłe, byle już? A o parciu obecnych liderów Ruchu Narodowego na władzę? Zobaczcie więc, czy miałem racje czy nie. 

Wielu rozczarowań doświadczyłem jako ideowiec narodowy. Najpierw brak możliwości wyrażenia swojej opinii, później zamknięcie się partii Ruch Narodowy na krytykę ze strony innych środowisk narodowych, a kończąc na przewartościowaniu Młodzieży Wszechpolskiej w młodzieżówkę Ruchu Narodowego.

Ostatnie lata działalności – poczynając od wyborów samorządowych – były działaniem tylko na plus. Narodowcy częściej byli w telewizji, promowaliśmy nowoczesny patriotyzm, uczestniczyliśmy w życiu lokalnym. Aż nadszedł ten pamiętny wieczór wyborczy Mariana Kowalskiego.

Potwierdzą to moi koledzy i koleżanki, że odkąd dowiedziałem sie o tym wieczorze, byłem krytyczny. Apogeum było pstrykanie się Ciechanem z Jackiem Wilkiem. Parcie na władzę. Później pojawił się Kukiz, który urwał 20% poparcia. Więc poszli do Kukiza. A z list Kukiza wyrzucają narodowców i zapisują byłych członków PO, Ruchu Palikota, Solidarnej Polski, Polski Razem, PiSu itd.

Cieszę się, że Marian Kowalski powiedział dość. Szanuje go niesamowicie za jego charyzmę i ideowość. Szkoda, że został tak wykorzystany. Jeśli uda mu się dostać do Sejmu, czego mu z całego serca życzę, wniesie wiele dobrych wartości do Parlamentu.

Cóż mogę teraz rzec. Powstanie upadło, czuje, że cała działalność prowadzona od wyborów samorządowych poszła na marne. Ruch Narodowy jako symbol myśli narodowej w Polsce, chcąc współpracować z Pawłem Kukizem skompromitował się zarówno wśród narodowców, jak i zwykłych wyborców, którzy zobaczyli w nim kolejną, anty systemową partię prawicową. A przecież myśl narodowa jest wyjątkowa…

Za kurtyną kampanii

Niemal każdy kampania wyborcza budzi emocje. W przypadku  wyborów prezydenckich jest to jak najbardziej uzasadnione, chodzi bowiem o wybór najważniejszej osoby w państwie. Osoby, która będzie reprezentowała je na zewnątrz, broniła interesu państwa w stosunkach międzynarodowych oraz dbała o rację stanu i wewnętrzy kształt sceny politycznej, a za tym jakość życia zwykłych obywateli. Nie budzi to najmniejszych wątpliwości, pod tym jednak warunkiem, że kampania ta będzie przebiegała na odpowiednim poziomie i zgodnie z zachowaniem pewnych powszechnie uznawanych standardów. Mając to zastrzeżenie na uwadze, trudno mówić mi o polskiej kampanii prezydenckiej. Plucie na siebie, nieuczciwa walka i wzajemne przepychanki – te słowa chyba nieco bardziej opisują zjawiska toczące się na naszej scenie politycznej, których od ostatniego czasu jesteśmy świadkami. A raczej mamy to nieszczęście nimi być.

urna_wyborcza_550

Mogłoby się wydawać, że zaskakujący wynik głosowania w pierwszej turze da do myślenia. Że uświadomi czołowym politykom w państwie popełniane przezeń błędy i konsekwencje, jakie ich za nie czekają. Jak się jednak okazuje, głos suwerena po raz kolejny został zignorowany, albo osoby pretendujące do najważniejszego urzędu w państwie nie umieją, bądź nie chcą wyciągać żadnych wniosków. Bo fakt, że wyborcy tak dużym zaufaniem obdarzyli kandydata otwarcie krytykującego system i wyciągającego wszystkie jego patologie bynajmniej przypadkiem nie jest. Zastanawiacie się teraz, drodzy kandydaci, skąd takie poparcie dla opozycyjnego muzyka? Odpowiedź jest prosta. Ludzie najzwyczajniej w świecie mają dość waszej zabawy w politykę i nieustannego śmiania im się prosto w twarz! A ta kampania do niczego innego się nie sprowadza. Bo rzucanie kolejnymi obietnicami bez pokrycia, których z założenia zrealizować się nie da, a przynajmniej w najbliższej pespektywie, jest niczym innym jak kpiną i traktowaniem Polaków jak naiwne dzieci, które można udobruchać pięknymi błyskotkami, które w środku wypełnione są zepsuciem i zgnilizną. Być może lubicie bawić się w czarodziejów, ale wyborców tym koncertem życzeń już nie omamicie.

Dlaczego jeszcze Polacy w tak dużej części zaufali Kukizowi? Bo mają już dość polityki dwóch głównych partii, sprowadzającej się do wzajemnego opluwania się i wytykania sobie błędów. Co na to pochodzący z nich reprezentanci? Dolewają jeszcze więcej oliwy do ognia. Żeby zaostrzyć atmosferę. Niech będzie gorąco – a co! Konsekwentnie realizując obraną taktykę, merytoryczne dyskusje zastępują wzajemnym przekrzykiwaniem się w tym, kto więcej i większe popełnił błędy, kto zmarnował jakie okazje, a kto musiał je później naprawiać. Głoszą górnolotne hasła o zgodzie i jedności, a z premedytacją dzielą Polaków i te podziały zaostrzają, budując swoje jedyne słuszne wizje zbawienia Polski na mowie ciągłej podejrzliwości i nienawiści. Szkoda, że tej konsekwencji brakuje w realizowaniu obietnic, tak szczodrze i wspaniałomyślnie składanych przy każdej nadarzającej się okazji.

Być może to 34,76% i 33,77% satysfakcjonuje. Ale nie zapominajmy, że nie jest to wynik w skali całego kraju, a przy frekwencji niesięgającej nawet 50%. Po przeliczeniu, obydwaj kandydaci nie otrzymaliby nawet 20% poparcia. Już nie tak dużo, co? Nie wmawiajcie nam więc, że macie legitymację do sprawowania władzy, bo większość Polaków wam nie ufa i nie chce wam jej powierzyć. Oto, do czego doprowadziły kolejne lata rządów nieustannie kłócących się „elit”. Ludzie najzwyczajniej mają dość brudnej polityki. I nie wmawiajmy sobie, że chodzi o jakieś JOWy. Nie wmawiajmy sobie, że wyborcy kierują się w tej kampanii projektami zmiany ordynacji wyborczej, czy konstytucji. Przeciętni obywatele domagają się odpowiedzi na pytania jak żyć, gdy nie ma pracy, gdy nie ma za co wyprawić dzieci do szkoły, nie mówiąc o zapewnieniu im chociaż podstawowego dostępu do sfery kultury. A tej konkretnej odpowiedzi od głównych kandydatów nie dostają. Dlatego mam już dość tej płytkiej polityki. Mam już dość tych jałowych debat, a raczej nawzajem następujących po sobie rund wykrzykiwania pustych haseł, dla których słowo „debata” jest użyte jak najbardziej na wyrost.  Mam dość obniżania poziomu polskiej sceny politycznej, która już od dawna kurczowo trzyma się dna, a jeśli się podnosi to tylko po to, by wyrwać stołki przeciwnikom. Zatem uważajcie, drodzy politycy,  bo niedługo zabraknie wam widowni i nie będzie dla kogo odgrywać tak ukochanego przez was spektaklu.

Scena_bitwy_z_Pana_Tadeusza_Ossolineum

Bez pośpiechu do celu

Co dalej z Ruchem Narodowym? Będzie koalicja? Czemu mówiliście inaczej pare lat temu? Jak skomentujesz wynik wyborczy? 

Otóż, koleżanki i koledzy, wszystko po staremu, ale z głową i umiarem. Nie może mieć miejsca żadna, ale to żadna rozmowa, która dotyczyć będzie jakielkolwiek koalicji. Parę lat temu stanęliśmy przed bardzo trudnym zadaniem, zmiany systemu, rozbicia układu. Nie bądźmy hipokrytami. Skoro zobowiązaliśmy się do zmiany, dokonamy jej. Nigdzie nie może się śpieszyć. Rok za rokiem, zdobywajmy te 0,2% więcej. Nie idziemy ani po stołki, ani po wpływy. Jeśli komuś się do tego śpieszy – droga wolna, ale jego czas w Ruchu Narodowym dobiegł końca. Nawet jeśli jest w zarządzie partii, czy sprawuje zaprzyjaźnione funkcje w stowarzyszeniach i fundacjach. Trzeba to jasno powiedzieć. To nie jest kolejna partia do układów.

Czy obecny stan rzeczy jest idealny? Oczywiście, że nie. Wynik wyborczy rozczarował, ale pokazał tylko ile jeszcze musimy pokonac przeszkód. Musimy mieć otwarte oczy i myśleć za siebie, a nie ślepo podążać za obecnym nurtem kierującym RN. Kolejny raz powtarzam, że w chwilach takich jak ta, należy przypomnieć sobie wszystkie ideały, które mieliśmy w sercu decydując się na walkę o lepszą Polskę. By tak było, musimy najpierw posprzątać swoje podwórko.

A przed ucztą potrzeba dom oczyścić ze śmieci ;
oczyścić dom , powtarzam oczyścic dom
dzieci!

Czy Ją kochasz? Kocham szczerze. A w co wierzysz?

Paulo Coelho powiedział kiedyś bardzo mądre słowa. Być może kontrowersyjne, być może zbyt wyidealizowane. Zdaje się jednak, że w pełni oddają istotę zagadnienia, o którym traktują. „Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości”.  
Kocham Polskę. Kocham moją Ojczyznę. Ale…?

A_Map_of_Womans_Heart

My, Polacy, przyzwyczailiśmy się do nieustannego stawiania tego słowa. Zawsze musi być jakieś „ale”, zawsze trzeba być czujnym i podejrzliwym, wszędzie  trzeba doszukiwać się śladów podstępu, bo przecież każdy z pewnością chce nas oszukać. Wydaje się, że takie wartości jak szczerość czy bezinteresowność dziś dla wielu odchodzą do lamusa, stanowią element zamierzchłej tradycji, którą trzeba pogrzebać. Jak bezużyteczne i bezproduktywne wytwory uboczne postępu. Trzeba iść  przecież z duchem czasu! XXI wiek, inna rzeczywistość, liczy się to, co tu i teraz. Tradycja? Dziedzictwo narodowe? Na co to komu potrzebne…

Współcześnie mamy do czynienia z dziwną modą na nowoczesność. Modą, która nakazuje nam gloryfikować wszystko, co nowe, szybkie, łatwe. Jednocześnie modą, która cierpi na szczególnie uciążliwy kompleks narodowy, bezmyślnie zwracając się ku obcym kulturom, błyskotkom, którymi mamią populistyczne, banalne frazesy uniwersalnego świata. Żyjemy przecież w Unii Europejskiej, społeczeństwie masowym, jednej wielkiej globalnej wiosce. Tu wszyscy jesteśmy równi. Tacy sami. Wszelka różnorodność jest niepożądana, ba! nawet piętnowana. Przejmujemy amerykańskie święta i zwyczaje, do kanonu bestsellerów wprowadzamy amerykańskie lektury, w kinach szukamy francuskich komedii, słuchamy angielskich piosenek, raczymy gości włoską kuchnią. A duch polskości w samotności roni gorzkie łzy zapomnienia…

Dobrze jest mówić, że kocha się Ojczyznę. Brzmi to tak dumnie! Podnosi w oczach innych do rangi porządnych, praworządnych obywateli. Kochamy Polskę szczególnie, gdy czegoś nam od niej potrzeba. Kochamy, więc mamy prawa. A obowiązki? Wywiesimy flagę na większą uroczystość, odśpiewamy Mazurka, może nawet w swych modłach westchniemy czasem za „wielką, dumną Polską”. Łatwa ta miłość.  Miłość zmieniająca tak bardzo przez nas pożądany patos w śmieszne, fałszywe i dawno przereklamowane slogany. Patriotyzm wielkich słów, który pod piękną, dumną okładką, pieczołowicie skrywa ogromną pustkę, bezdźwięcznie odbijającą echem podniośle używane frazesy.

Ten, kto prawdziwie kocha – nie wstydzi się. Nie ukrywa miłości lecz pragnie dzielić się nią z innymi. Zastanówmy się więc nad tym, co mówimy i o co nam właściwie chodzi. I czy rzeczywiście za naszymi słowami idzie potwierdzająca je postawa, czy wciąż pozostają tylko pustymi frazesami. Tak bardzo dzisiaj modnymi. Naród bez tradycji jest jak dusza bez treści. Mimo, iż z pozoru może najpiękniejszy i zaślepiający rażącymi błyskotkami, w środku pusty i skazany  na powolne wygasanie. Naród bez własnej kultury jest jak drzewo bez korzeni. Wrażliwy na każdy większy podmuch, który coraz bardziej pochyla je ku ziemi. Nasza Ojczyzna przechodziła zmienne koleje losu, posiada przykre doświadczenia, od których bardzo wielu pragnie się definitywnie odciąć. Mamy jednak również coś, czego inni słusznie mogą nam zazdrościć. Skarb, w obronie którego wielu naszych rodaków oddało życie. Skarb, który otrzymaliśmy za darmo, lecz nie bezinteresownie – naszym zadaniem jest jego pomnażanie i przekazanie potomnym. Skarb, któremu na imię dziedzictwo narodowe. Tożsamość, tradycja, kultura.

Być może niejednemu nasuwają się w tym momencie słowa przepięknego wiersza Wisławy Szymborskiej:
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś – a więc musisz minąć,
Miniesz – a więc to jest piękne.

Ale czy aby na pewno wartości, które od wieków stanowiły o naszej polskości, wydobywały i eksponowały w niej najpiękniejsze przymioty, muszą w zapomnieniu przeminąć wraz z nieubłagalnie upływającym czasem?

cropped-21.jpg

Niesiecie proporce nadziei

Największą przyjemność sprawia mi ostatnio to, że narodowców widać. Są na obchodach historycznych wydarzeń z proporcami i flagami, podczas akcji promocyjnych, jak „Kupuj Polskie”, mijamy eleganckich gentlemanów z wpinką szczerbca, czy Ruchu Narodowego.

44444444444

Jakiś czas temu pisałem, że zapanowało błędne  przekonanie, że nastąpiła moda na patriotyzm. Oczywiście, że to nie moda, ale efekt pracy i uświadamiania ludzi, że należy być dumnymi z historii. I to właśnie ta duma, nie patriotyzm – który jest stanem chwilowym, ukazującym się przy określonym wydarzeniu, czy rocznicy – jest widoczna wśród coraz większej masy ludzi. Komu to zawdzięczamy? Nikomu. Sami przychodzimy na spotkania organizacji patriotycznych, angażujemy się w jej funkcjonowanie, pomagamy przy wielu przedsięwzięciach, słowem – każdy z nas, kochających Polskę – jest po części autorem tego sukcesu. O narodowcach nie mówi się już tylko i wyłącznie jako bandytach z Marszu Niepodległości. Ludzie widzą, że działamy na ich ulicach, że jesteśmy obecni w życiu naszych małych ojczyzn, że siedzimy nad książkami i studiujemy Dmowskiego, Mosdorfa, czy Balickiego. Po to, by wiedzieć więcej.

Wiadomo, że wciąż działa zawsze czujny aparat policyjny i media, które pokażą nas jako bandę ogolonych faszystów, jak przedstawiali nas Tusk, Komorowski, Bierut, czy Jaruzelski. Nadchodzi ten czas, że ludzie sami przestaną oglądać TVN i wierzyć propagandzie PO, PiSu, SLD, czy PSL. Zauważą, że jesteśmy blisko nich, a pomagamy ze zwyczajnej uczciwości, nie przed kampanią, czy pod publikę. Dlatego pracujemy u podstaw, uczymy tego, że pracujemy na wspólne dobro, na nasz wspólny okręt, jak okręślił naszą Ojczyznę Piotr Skarga. Praca, przez ciągłą naukę, to nasza dewiza.

Dzięki samozaparciu, dyscyplinie i wsparciu kolegów i koleżanek osiągamy pewną popularność. A co najważniejsze, mamy wspólny cel, jakim jest wielka Polska. Zdaje sobie sprawę, że większość z nas jest młoda, ale pamiętajmy, że jesteśmy pierwszym pokoleniem, które nie jest skażone PRL-em. Jesteśmy u początku drogi i nie wiadomo, czy za naszego życia zobaczymy bardziej widoczne efekty naszej pracy – ale nie oznacza to, że nie warto. Ktoś musi przetrzeć szlak, którym szli endecy. Kiedyś sam zacząłem się zastanawiać czy warto, ale gdy zobaczyłem młodszych ode mnie, którzy z flagami manifestowali za wolnością, postanowiłem sobie, by cieszyć się z każdej nowej osoby w organizacji, z każdego poznanego nacjonalisty i każdej chwili jakiej spędzam z ludźmi, dla których Polska jest dobrem najwyższym. Ufam, że za 100, 200 lat, nasze pokolenie będzie wspominane jako prekursorzy, pierwsi rycerze wolnej, niepodległej, wielkiej Polski. Ale by tak było, nie patrzmy w przyszłość, tylko żyjmy tu i teraz dla naszych społeczności.

Narodowe pozdrowienia!
Czołem Wielkiej Polsce!

Kroniki gajowego

Ostatnie wojaże naszego Prezydenta po Japonii zna już chyba każdy użytkownik internetu. Gwoli przypomnienia- podczas wizyty w parlamencie japońskim, Bronisław Komorowski nie tylko zawołał na szefa BBN Stanisława Kozieja „Szogunie”, ale wprawił w osłupienie swoim brakiem taktu, stając w butach na miejscu japońskiego marszałka parlamentu. Tak po prostu. Wisieńką na torcie tej sytuacji jest to, że roześmiany gajowy nie zwracał uwagi na oburzenie i szok malujące się na twarzach gospodarzy. Stał dumnie, niczym po upolowaniu 300 kilogramowego odyńca i grzmiał „mój szogunie”. Polski MSZ tłumaczy, że Prezydent wszedł jedynie na podwyższenie, a nie na fotel, japońscy dziennikarze tłumaczą, że fotel po prostu  nie jest za wysoki i być może nasz „puszysty” reprezentant nie zauważył gdzie staje, a internet jak zwykle nie wybacza. Z okazji kolejnego faux pax przedstawiam ranking wpadek urzędującej głowy państwa.

Bronisław_Komorowski_official_photo

Miejsce 12. Komorowski zasypia w Kościele. I to nie na byle jakiej, codziennej Eucharystii. Przysypiał podczas inauguracji własnej prezydentury. Oczywiście PO miało wtedy wytłumaczenie- ale Niesiołowski i Kwaśniewski też przysypiali!

Miejsce 11. Znowu o Japonii! Zdanie „Łączę się w bulu i nadzieji” jest wśród Polaków znane równie dobrze, jak słowa Jana Pawła II „Niech zstąpi duch twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Tym razem usiadł w fotelu cesarza? Nie, wpisywał się do księgi kondolencyjnej wystawionej w ambasadzie Japonii celem złożenia wyrazów współczucia wobec ofiar tsunami. Musiało być ciężko z geografią w liceum. I z polskim.

Miejsce 10. Polacy czytelnicy! Czyż Polki nie są najpiękniejsze na świecie? Oczywiście, że są! Pan Prezydent też to wie. Pewnie dlatego będąc w Danii przeżył szok. Podczas spotkania ze studentami w Rzeszowie opowiadał:  -Chciałem tam zobaczyć statek marynarki. Służyły tam kobiety i nie rozumiałem, dlaczego taka sytuacja nie powoduje tam żadnych problemów. Kiedy mnie tam zawieziono i pokazano statek, zrozumiałem. Dunki nie są najpiękniejszymi kobietami, a to były… kaszaloty (śmiech)”. Brawo Bronek! Tylko nie myśl na głos, jak będziesz w Niemczech.

Miejsce 9. Pierwsze spotkanie z Obamą. ”Bo z Polską i USA to jest, panie prezydencie, jak z małżeństwem. Swojej żonie należy ufać, ale trzeba sprawdzać, czy jest wierna”. Tłumaczka przekazała Obamie, że Bronek sugeruje, że zdradza go żona, Barack robi zniesmaczoną minę a Joe Biden wybucha śmiechem i poklepuje przywódców po barkach. A może wiceprezydent bał się wyjścia prawdy na jaw?

Miejsce 8. Podczas spotkania Trójkąta Weimarskiego w Warszawie, na trzech przywódców był jeden parasol. I tu pojawia się dyplomatyczny węzeł gordyjski. No, bo albo samemu moknąć, ale na swojej ziemi to nie wypada, albo mokła będzie Merkel, albo Sarkozy. Padło na Sarkozy’ego. I tak przegrał wybory. Podczas tego samego spotkania gajowy usiadł wpierw, a później pani Kanclerz i pan Prezydent. To jednak łatwo wytłumaczyć- pewnie były tylko dwa krzesła, kto pierwszy ten lepszy!

Miejsce 7. W 2010 roku w Bogatynii była wielka powódź. Przyjechał Prezydent ze świtą i rzekł do powodzian:  ”Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku”. Pojechał pod Bielsko i kolejna mądrość: – „W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni i obyci z żywiołem”. No czego chcecie lemingi. Sorry, taki mamy klimat!

Miejsce 6. Jan  Paweł Trzeci! Rzekł Prezydent przytaczając słowa papieża Polaka, uczestniczył w konferencji zorganizowanej w Belwederze. Jej tematem była „Myśl europejska Jana Pawła II”. Na sali nie zabrakło kościelnych hierarchów, w tym metropolity warszawskiego kard. Kazimierza Nycza. Zwieńczył to dopracowanym do perfekcji „hehehe”.

Miejsce 5. Podczas apelu poległych Bronisława zaatakował mały głód. Chciał dyskretnie zjeść krówkę, wyszło mniej dyskretnie, niż chciał. Ciekawe, czy papierek schował do kieszeni, czy wrzucił pod buta.

Miejsce 4 i medal brązowy. Maj 2010, powołanie BBN (tej od Szoguna). Na konferencji prasowej przekonywał do słuszności jej istnienia opierając się na wydrukowanej z Wikipedii notce. A podobno Wikipedia nie jest poważnym źródłem. Morzna? Morzna!

Medal posrebrzany. Pogrzeb Wisławy Czymborskiej. Znaczy Szymborskiej, tej poetki. Ale Komorowski jej chyba nie czytał, ani w szkole, ani z Anką przed snem. Biedna, w trumnie się przewracała.

Medal srebrny z gwiazdą orderu ośmieszenia Polski otrzymuje sytuacja, gdy w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego Prezydent inaugurował rok akademicki. Znowu się chłop przejęzyczył, nazywając ją Uniwersytetem Stefana Karola Wyszyńskiego. No co za różnica, przecież Wojtyła i Wyszyński do jednej bramki strzelali.

1 miejsce, medal złoty i wieniec laurowy made in China bezdyskusyjnie wygrywa ostatnia rozmowa Bronia z Moniką Olejnik w „Kropce nad i”. Komorowski świeżo po obiedzie (żur chłopski z kiełbasą, na drugie schabowy z kapustą) musi jeszcze odpowiadać na trudne pytania, zamiast przeznaczyć pół godzinki, na jeszcze więcej słoninki. http://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/kropka-nad-i-prezydent-odpowiadal-na-pytania-moniki-olejnik,515897.html Podczas rozmowy kiwnęło mu się, niczym Zagłobie bo uczcie. Oczywiście ani słowa przepraszam, każdy przecież może purtać i bekać w swoim domu.

Puentą tych wpadek jest jedno zdanie: Qualis rex, talis grex! Vivat Komorovski!